Ostatnie pożegnanie Andrzeja
Andrzeju nie tak się umawialiśmy, to Ty miałeś mnie pożegnać, chyba jest to pierwszy raz kiedy nie dotrzymałeś słowa, a znamy się prawie pół wieku.

Poznaliśmy się na Ordynackiej ,w czasie spotkań naszego pionu organizacyjnego podziwiałam Twój profesjonalizm, kreatywność , pryncypialność, a jednocześnie poczucie humoru . Byłeś wspaniałym, niezastąpionym kompanem wszelkich spotkań koleżeńskich, towarzyskich, a Twoja propozycja „zażycia tabaki„wyśpiewana w „ Arii z kurantem” ze Strasznego dworu Moniuszki to Twój znak firmowy! Tego nigdy nie zapomnimy
Na Ordynackiej zajęłam po Tobie miejsce, kiedy rozpocząłeś, jak to nazywaliśmy. dorosłe życie zawodowe poza organizacją. Jednakże cały czas byliśmy w kontakcie. Andrzej , posiadacz fiata 126p był mistrzem w organizowaniu i realizowaniu moich licznych przeprowadzek po Warszawie i nie tylko.
W podobnym czasie zostaliśmy rodzicami, co jeszcze bardziej zacieśniło nasze kontakty, bo wymienialiśmy się radami,doświadczeniami i kłopotami związanymi z rodzicielstwem i naszymi latoroślami. Wtedy, każdy pretekst był dobry do spotkania, umawialiśmy się bez komórek internetu, było fajnie, serdecznie, wesoło. Andrzeju człowieku o wielkim sercu, zawsze znajdowałeś czas, by wysłuchać innych i podać pomocną dłoń. Żeby nie być gołosłowną przypomnę napisany przez mnie Dytyramb na Twoją cześć z okazji Twoich 60 urodzin:
„Gdy Cię duma rozpiera,
Gdy Cię trafia cholera
Dzwoń do Andrzeja.
Lech to lek na całe zło,
to druh i swat, po prostu brat.
Z uśmiechem pod wąsem,
Z cierpliwym dystansem,
troskliwą logiką,
spokojnie rozwiąże problemów bez liku,
Kierownik, Dyrektor i Prezes od zawsze
Czy to w WIBie, czy na Ordynackiej ,czy w CZSP
Lech zawsze wie czego chce
Chociaż zamienił Kraków na Warszawę,
Ma duszę Lajkonika, a na Brackiej nie pada,
kiedy Andrzej z wizytą do Krakowa wpada”
Pozostawiasz po sobie Andrzeju nie tylko piękne wspomnienia, ale także wiele dobrych uczynków, które na zawsze pozostaną z nami.
Twoja osoba wnosiła spokój, ciepło, poczucie bezpieczeństwa i humor oczywiście, byłeś tym kimś, na kogo zawsze można było liczyć
Nasza przyjaźń była dla mnie darem, a kiedy „zostaje tylko fotografia to jest bardzo , bardzo mało,:” jak pisze poetka wierzę,że wspomnienia o Tobie będą źródłem siły i pocieszenia
Każdy, kto miał szczęście Ciebie znać, wie, jak wiele radości, wsparcia i życzliwości wnosiłeś w życie innych ludzi. Twój śmiech, pełen serdeczności i ciepła, podobnie jak Aria z kurantem długo będą rozbrzmiewać w naszych wspomnieniach. Wiem, że” nic nie może wiecznie trwać i co zesłał los trzeba będzie stracić”, jak śpiewała Anna Jantar, ale nie mogę zrozumieć dlaczego tak szybko poszedłeś z „zegarmistrzem światła purpurowym”.
Andrzeju podczas naszego ostatniego spotkania , kiedy rozmawialiśmy o twórczości Janka Wołka , poprosiłeś o wydrukowanie jego wiersza”Obrazoburcza”, który miałeś na komputerze, pamiętam ciszę jak nastąpiła po przeczytaniu przez mnie tych ostatnich strof
„I chociaż w świecie , który gaśnie chcesz zrobić coś, by było jaśniej
Wiara , nadzieja i poezja , wszystko magnezja ,
lecz chociaż chmury płyną nisko pomiędzy grobem, a kołyską
żeby tak całkiem źle nie było trafia się miłość,”
właśnie z nią zostają Twoi najbliżsi żona Małgosia oraz dzieci Patrycja i Olek z Rodzinami i Siostry Hania, Marta i Kasia , którym ta miłość i pamięć o Tobie da siłę w przeżywaniu żałoby .
Tak jak i nam parafrazując słowa wieszcza Precz z mej pamięci!… nie tego rozkazu moja, nasza pamięć nie posłucha
Spoczywaj w pokoju Andrzeju i miej stamtąd gdziekolwiek poszedłeś z „zegarmistrzem światła purpurowym” baczenie na nas.
Elżbieta Wojciechowska-Lipka
Warszawa ,Cmentarz Północny 05.11.2025r.

LECHOWIE i LIPKOWIE
