Bogumił Paszkiewicz – wspomnienie
W poniedziałek 24 sierpnia na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie przy ul. Młynarskiej pożegnaliśmy Bogumiła Paszkiewicza.
Bogumiła poznawałem dwa razy. Po raz pierwszy spotkałem się z nim jako dziennikarzem w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.
W latach dziewięćdziesiątych widywaliśmy się na zetespowskich spotkaniach. Bliżej poznaliśmy się dzięki Złotej Tarce i Krzysztofowi Wilskiemu. Jazzowe spotkania z „parą” Paszkowski/Wilski w Iławie i innych miejscach miały rytualno – intelektualny wymiar, a gdy dołączał do nich Witold Mirski średnia wiedzy na temat jazzu na metr kwadratowy rosła do wymiarów kosmicznych.
Kiedy w 2016 roku w Iławie skończyła się pewna era, w której dyrektorami artystycznymi festiwalu byli ludzie związani ze Stodołą i warszawskim środowiskiem jazzowym, Bogumił zrezygnował z przyjazdów do miasta nad Jeziorakiem. Był purystą: jazz tradycyjny traktował wręcz kanonicznie, a Złota Tarka to był dla niego przede wszystkim konkurs.
Próbowałem go namówić do artykułu do książki na jubileusz Złotej Tarki, ale się zaparł.
Przez „facebooka” ostatni kontakt mieliśmy w 2024 roku, telefonicznie – zapraszałem go na obchody 75-lecia ZSP do Politechniki.
Bogumił, jak niejeden z nas, bardzo był „przywiązany” do studiów a raczej studiowania. Pochodzący z Bielska Podlaskiego Bogumił studencką karierę rozpoczął w na politechnice w Gdańsku. Ten okres wspomina na „facebooku” opisując poniższą fotografię: „Na tym zdjęciu słabej jakości (pamiętnego formatu 6×9) można mnie rozpoznać po bujnej (!) czuprynie. Jest rok szkolny 1956/57, kilka miesięcy po polskim Październiku. Obiektyw przedwojennego aparatu Jurka Busłowicza uchwycił mnie w gabinecie fizycznym, ale to nic nie znaczy, bo przecież wybieram się do Warszawy na studia dziennikarskie. Jeszcze nie wiem, że lada moment UW wstrzyma nabór na owe studia, a ja będę zdawać (z powodzeniem) na… Politechnikę Gdańską. Inżynier ze mnie byłby marny, szczęśliwie więc prawdziwym uniwersytetem, choć na krótko, stało się Trójmiasto, ze swoimi teatrami, kinami, koncertami, klubami studenckimi na czele ze sławnym Żakiem na Wałach Jagiellońskich. Tamże teatrzyki Bim-Bom, Co To, To Tu (Cybulski, Kobiela, Fedorowicz, Afanasjew), jazz (Flamingo z Derflem i North Coast Combo z Mundkowskim), bale gałganiarzy, juwenalia. Politechnika nie miała żadnych szans.”

Po gdańskiej przygodzie udaje się mu dostać na prawo na Uniwersytecie Warszawskim. O jego wysiłkach zmierzających ku temu, by zostać kauzyperdą, od dziesięcioleci krążą na Uniwerku legendy. Oczywiście nie powodowała tego niechęć do nauki czy braki intelektualne. W Warszawie były wszak „Hybrydy”, z którymi Bogusław związał się „instytucjonalnie” wchodząc w skład kierownictwa. Był STS, „Stodoła”, czy państwowe i miejskie teatry. Był jazz i wieczorki taneczne. Studia prawnicze nie przeszkodziły Bogumiłowi w podjęciu nauki na wymarzonym kierunku – dziennikarstwie.

Bogumił bardo lubił tę fotografię.”Peron w Białymstoku. Czekamy na pociąg do Warszawy. Obok mnie Jurek Busłowicz, kolega z klasy, „
Po przyjeździe z Bielska Podlaskiego „wielki świat” zdawał się bliższy.
Jako dziennikarz zajmował się problematyką kulturalną. Pracował m.in. w „Sztandarze Młodych” i „itd.” Pracował też w Krajowe Agencji Wydawniczej jako redaktor i wydawca, w PW Rzeczpospolita współpracował jednocześnie z pismami o profilu społeczno-kulturalnym.
Bogusław był nade wszystko „bywalcem” uwielbiał festiwale jazzowe, był stałym gościem Klubu Księgarza Jana Rodzenia i twarzą „Starej Stodoły” grupy weteranów klubu „Stodoła”, którym szefuje Krzysztof Niżyński.
Bogumił lubił „tryb biesiadny” miał ostry język, niezapalczywy, lecz skory do ciętych ripost. Może stąd wzięła się jego twórczość poetycka, wybrał trudną formę: limeryki. Te miniatury liryczne obwarowane są ścisłymi zasadami co do struktury, za to dają wielkie możliwości co do tematyki. Często cytował swoje limeryki na pokoncertowych spotkaniach, zebrał je później w tomikach: „Cwana panienka z Juraty. 69 limeryków freewolnych” (Iskry, 2017) i „Cztery damy z Jokohamy. 69 nowych limeryków freewolnych” (2019). Mam „Panienkę z Juraty” z dedykacją autora.
Bogumiła żegnała spora grupka przyjaciół i znajomych reprezentujących wiele środowisk i instytucji wymienionych powyżej. W ich imieniu mowę pożegnalną wygłosił Krzysztof Wilski.

Adam Ludwiczak
Fotografie czarno-białe pochodzą z profilu facebookowego Bogumiła.
